Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Agnieszka Pająk   Nadmorska gastronomia – czyli zglobalizowane badziewie dotarło też nad Bałtyk …
2

Nadmorska gastronomia – czyli zglobalizowane badziewie dotarło też nad Bałtyk …

Kontynuując serię obserwacji możliwości spożycia pokarmu w naszym kraju poza domem, tym razem zapraszam do Trójmiasta. To zdecydowanie moja ulubiona część wybrzeża - od Trójmiasta po Hel; mimo wielu minusów mam sentyment do polskiego wybrzeża. Brudno, zimno i drogo ale swój urok ma, ma to coś. Jak wiadomo nigdy nikt nie określił dokładnie co to znaczy, jednak każdy wie kiedy ktoś lub coś ma „to coś” i tak jest z polskim morzem. : )

Tym razem udałyśmy się na Festiwal na Zdrowie, który odbywał się dokładnie w Sopocie, w Zatoce Sztuki. Swoją bazę jednak zlokalizowałyśmy w Gdyni. Jazda poszła Nam całkiem sprawnie, w sumie wycinając postoje i tankowanie cała droga zajęła nam 5,5 godziny. To informacja dla wszystkich, którym wydaje się, że nic się nie zmienia w kraju – otóż zmienia się i widać to jeśli podróżuje się po nim. Stan dróg jest coraz lepszy, może pomijając ilość fotoradarów i  ich luksusowe ceny; ale cóż towary deficytowe czy też niszowe, jak w naszym przypadku autostrady, zawsze były w cenie. Po drodze jak zwykle, shake, woda, woda, energy drink. Na miejscu postanowiłyśmy kupić coś na przegryzkę, skoczyć na rybę i biec na plażę, czym prędzej póki chmury odeszły w stronę Skandynawii, robiąc miejsce dla Słońca.

Zatrzymałyśmy się w Hostelu Happy Seven – świetne miejsce. Genialna lokalizacja, oczywiście jeżeli ktoś żywi się we własnym zakresie, a ja osobiście uciekam od hoteli i szwedzkiego stołu, wolę próbować, szukać i testować lokalne smaki. Na pobliskim targu kupiłam kilka moreli i truskawki. Z dostępem do ryb było już gorzej, ale przecież to naturalne nad morzem. Za to pod ręką mamy góralskie kierpce prosto z portu hej ! Zapewne przypłynęły do Nas w tym samym kontenerze co inne pseudo lokalne wyroby pamiątkowe jak np. góralska chusta 100 % poliester made in China. Nie ma problemu znaleźć kebaba, hot doga, burgera, czy też inne potrawy globalnej kuchni.

W końcu w pobliżu portu, w starej chacie znalazłyśmy świeżego dorsza na śniadanie – on był świeżuteńki za to z olejem już gorzej. Przed zamówieniem rybki na drugie śniadanie, czy też branch, myślałam przez chwilę o jajecznicy. Jednak patrząc na produkt mlekopodobny UHT, dolewany do kawy, zapytałam kelnera jakie jaja wchodzą w skład jajecznicy – wsie, czy klatkowe. Pan nie wiedział, nie bardzo też rozumiał o jakie numerki na jajkach mi chodzi, jednak był na tyle miły aby przynieść mi jajka do rąk własnych i sama mogłam zweryfikować ich pochodzenie. Niestety moim oczom ukazał się szkarłatny nr 3 – tak więc jajo nie jadalne dla mnie. Uczepiłam się tak tych jaj dlatego, że przed wyjazdem nad morze, jadłam jajka na twardo nr 1, i jedno z nich po rozgryzieniu zostało wyplute w całości. Coś obrzydliwego !

Żółtko wyglądało jak kandyzowany ananas, już sama struktura była przerażająca. I tak pomyślałam, o tym że według nowych przepisów, aby jajko określać jako wolny wybieg, wystarczy zrobić okno, wpuścić trochę powietrza, wyprowadzić na spacer kilka kurek i już mamy jaja z wolnego wybiegu, a co w takim razie musi być w nr 3 ???
Ryba, po odrzuceniu panierki była naprawdę wyśmienita, jej świeżość aż rozpływała się w ustach ! Kawa była tragiczna, a raczej UHT-owe popłuczyny, jednak pochwalić muszę Pana kelnera za świetny customer service – mianowicie świadom swojego kawowego nie wypału nie dorzucił tego czegoś na listę płatności !!! Gdyby wszystkie lokale były takie uczciwe i przyjazne Klientowi.

Wylegujemy się na rozgrzanym Słońcem piasku, plaża przepiękna, jednak po bliższym poznaniu nie zachwyca już tak bardzo – nie jej to wina jednak człowieka, bo gdzie się nie obrócimy tam pety, kapsle, kawałki szkła, papierki i inne niezliczone obiekty nie pożądane. Dokoła masa młodzieży i radiowęzeł z łaciną z każdej możliwej strony, w końcu to ostatni dzień szkoły. Nie zakłóca to jednak spokoju tak bardzo kiedy leżymy na piasku i ładujemy się energią Ziemi. Coś pięknego i ten charakterystyczny „śpiew” mew. Z zamkniętymi oczami wiadomo, że jesteśmy nad polskim morzem.

Czas coś przegryźć morele pyszne jednak truskawki okazują się być totalnym niewypałem. Częstotliwość wypluwania zgnitych lub podejrzanych owoców jest tak duża, że postanawiam zmienić pozycję z horyzontalnej, na klęczenie przed śmietnikiem i plucie bezpośrednio do niego. Muszę przyznać, że znacznie ułatwiło to sprawę, gdyż w koszu wylądowało 90 % truskawek. Klęcząc tak sobie i plując do tego kosza, trafił mi się nawet komplement od 18 latka, który głosem Marlon’a Brando powiedział: „Hej, fajny kostium”. Wracając jednak do truskawek, słyszałam legendy o tym jak to truskawki z rejonu około morskiego uważane są za jedne z najlepszych – w takim wypadku zdecydowanie nie chciałabym próbować tych najgorszych ….

Po plaży załatwiłyśmy kilka rzeczy, tak aby móc w jak najlepszy i najbardziej profesjonalny sposób promować zdrowy styl życia dnia następnego – wtedy nie wiedziałyśmy jeszcze, że przyjechałyśmy na festiwal w zupełnie innym celu niż jego goście, a nasze wyobrażenie o nim było dalekie od rzeczywistości.

Wracając do gastronomii, która jak na razie kiepsko się broni, poszłyśmy do mojej niegdyś ukochanej knajpki w Gdyni – i niestety tam też dotarła masowa pseudo żywność. : ( serwis Klienta nienaganny, pomarzyć tylko można o takim w innych zakątkach Polski, jednak jedzenie zdecydowanie zawiodło. Na tle innych lokali nie jest tak źle jednak to już nie tortellini, o których marzy się przez rok i czeka się ze ślinotokiem na talerz.

Mimo, że rzadko łamię zasadę go gluten free i sięgam po coś z klasycznej mąki, tym razem nie było warto. Kiedyś w każdym kęsie czuć było domową rękę, teraz za to czuć było z każdym kęsem przemysłowego gniota z sosem o smaku zupy pomidorowej. Uratował mnie niezawodny świeżo tarty parmezan, który z byle potrawy zawsze zrobi coś pysznego !

Naprawdę z żalem patrzę jak pyszne kiedyś stałe dania, do których tęskniłam i zawsze będąc w danym mieście wiedziałam co zjeść, dołączają do długiej listy rzeczy kiepskich a w wielu przypadkach nawet nie jadalnych. Na studiach, miałam kolegę, który twierdził, że jem jak francuski piesek; sam za to znając się na alkoholach, wino z siarką wylewał do akademikowego zlewu.

Rzecz w tym, że kiedy człowiek nie je chemii, wysoko przetworzonych substancji, leków itd. Jego kubki smakowe działają w pełni i wystarczy mu kropla lub okruszek żeby stwierdzić, czy jest to pokarm czy trucizna. Szanuję swoje ciało, a ono odpłaca mi tym samym.

 C.d.n. weekendu nadmorskiego nie koniec ! I obiecuję tym razem - sama jestem w szoku będzie pozytywne zakończenie kulinarne !
Ten wpis czytano 2479 razy.
Bardzo dobry tekst. Pozdrawiam
Gość - Środa, 06 Kwiecień 2016 09:42
Dlatego nad Bałtykiem zamawiam rybkę bez panierki - wychodzi 2 razy taniej i zdecydowanie mniej kalorycznie :)
Gość Asik - Środa, 10 Lipiec 2013 09:08
Odsłon: 77517
Agnieszka Pająk
Pasjonatka i propagatorka zdrowego stylu życia, specjalistka z zakresu wellness ; promuje wspólną akcję wraz z DrGrace GO SUGAR FREE, GO GLUTEN FREE, GO TRANS FAT FREE; diet coach, freelancer, publicystka, członek SlowFood International, prowadzi swoją stronę slowfoodlife.com, food shopper assistant.
<< Luty 2018 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28      
zobacz wszystkie wpisy »